Twórcy „Spartacus: Blood and Sand” wyszukali sobie odpowiednie plenery w Nowej Zelandii, a znaczną część scenografii wygenerowali komputerowo. Ale to nie jest jedyna rzecz, która zwraca uwagę. W zwiastunie zaprezentowanym ostatnio publiczności można zobaczyć bowiem orgię przemocy i seksu. Starz podobnie jak HBO i Showtime nie obowiązują sztywne ograniczenia odnośnie przemocy i nagości. Dlatego z ekranu najprawdopodobniej będą się lać litry krwi.
Fabuła przedstawiona w serialu nie różni się znacznie od wcześniejszych wersji inspirowanych tą historią. Spartacus po schwytaniu przez wojska Rzymu zostaje sprzedany do szkoły gladiatorów, a potem ostatecznie trafia na arenę walk. Na niej walczy o swoje życie i możliwość powrotu do swojej żony. Główny bohater jest odtwarzany przez Andy’ego Whitfielda. Jest to nowa twarz w aktorskim środowisku. Do tej pory ma on na swoim koncie tylko kilka ról w produkcjach australijskich i to głównie telewizyjnych. W obsadzie znajduje się także Lucy Lawless, weteranka dzieł telewizyjnych, która wryła się w pamięci widzów dzięki takim produkcjom jak „Xena: Warrior Princess” oraz „Battlestar Galactica”. Jej obecność w tym serialu nie jest przypadkowa. Producentami „Spartacus: Blood and Sand” są min. ludzie stojący za serialem „Xena: Warrior Princess” czyli Sam Raimi – także reżyser wszystkich trzech części „Spidermana”, „A Simple Plan”, „Darkman” – oraz Robert G. Tapert – prywatnie mąż Lawless. Aktorka gra w serialu rolę Lucretii. Jest ona żoną Batiatusa, właściciela gladiatorów. Lawless opisała swoją postać jako w stylu Lady Macbeth. Batiatusa gra z kolei John Hannah, znany z takich produkcji jak „Four Weddings and a Funeral” oraz trzech części „The Mummy”.
Zwiastun jak już wcześniej wspomniałem zawiera sceny krwawych walk oraz seksu a wszystko to na tle efektów specjalnych. Serial ten więc zadowoli widzów mocnych wrażeń. Jednak w takich przypadkach zawsze zachodzi obawa przerostu formy nad treścią. Można bowiem otrzymać produkt ładnie opakowany i efektowny po którego obejrzeniu jednak nic nie zostaję. Tutaj jednak jest kilka rzeczy, które mogą wciągnąć widza. Pierwszy to motyw wpływowej żony w stylu Lady Macbeth. Ten wątek bardzo często dobrze się sprawdza i wprowadza dynamikę między postaciami. Tak było min. w świetnym filmie Sama Raimi „A Simple Plan” o którym już wspomniałem. Poza tym aktorzy dobrze wypadają w zwiastunie. Zwłaszcza Whitfield i Hannah. Oby jednak nie były to tylko pozory. Nieraz bowiem widziałem już obiecujące zwiastuny słabych produkcji. Na chwilę prawdy trzeba będzie poczekać do początku przyszłego roku.
A oto wspomniany przeze mnie zwiastun. Oceńcie sami czy będzie to coś wartościowego: