Recenzja: Premiera 4. sezonu "Heroes"

2009-10-02 13:40:30

Po pierwszym sezonie bardzo dobrym i dwóch sezonach średnich przyszła pora na sezon czwarty. W zwiastunach był on promowany z powielaniem słowa odkupienie, a w tle puszczano piosenki z tekstem o drugiej szansie. Złośliwi przypominali, że to będzie już praktycznie trzecia druga szansa na poprawę serialu po lawinie krytyki od widzów i prasy za obniżenie poziomu.

Po obejrzeniu premiery sezonu nie mam zbyt wielkich nadziei na to, że serial wróci do dawnej świetności. Ale z drugiej strony jeszcze jest kilkanaście odcinków, które mogą zamazać to wrażenie.


Po kolei. Jedynym naprawdę jasnym punktem jest nowy wątek trupy cyrkowców z jeszcze nieokreślonymi celami. Na jej czele stoi Samuel, który jest grany przez Roberta Kneppera (pamiętny T-Bag z „Prison Break”). W tych scenach serial ożywa. Na ich korzyść działa tajemnica wokół planu tej grupy. Nie do końca wiadomo czego się po nich spodziewać. Ta zagadka nie może być jednak zbyt długo podtrzymywana. Potem trzeba będzie w końcu zaoferować widzom jakieś rozwiązanie. A niestety „Heroes” zgrzeszyli w przeszłości zbyt długim zawiązywaniem akcji. Nowemu wątkowi bardzo pomaga Knepper, który udowadnia, że jego repertuar aktorski wykracza poza T-Baga. Co prawda Samuel nie jest świętym, ale ma także swoją jasną stronę. Ceni sobie wartości rodzinne i troszczy się o swoich współtowarzyszy. Jednak kiedy trzeba, to potrafi skarcić w chwili nieposłuszeństwa. Jest w pewnym sensie ojcem tej dysfunkcyjnej rodziny. Można to zobaczyć w otwierającej odcinek scenie pogrzebu, a także w scenie kiedy Samuel z dużym wyrzutem prosi starego i słabego Arnolda o to by odesłał go w czasie.


Z resztą odcinka jest jednak gorzej. Wątek Sylara „zamkniętego” w ciele Nathana jest co prawda intrygujący i daje Adrianowi Pasdarowi (Nathan) i Christine Rose (Angela Petrelli) materiał do grania. Jednak nie mogę tego oglądać bez przypomnienia sobie jak niedorzeczne i nielogiczne były warunki stworzenia tego stanu rzeczy. Jeśli był potrzebny ktoś do udawania Nathana to chyba lepszym wyborem byłby Peter, który o ile pamiętam miał moc transformacji w tym okresie. Teraz w odcinku premierowym nagle Noah zdaje sobie w cudowny sposób sprawę jak wielki błąd popełnili. A skoro już mowa o HRG. Scenarzyści w ostatnim czasie nie rozpieszczają tej najciekawszej w serialu postaci wciągającymi wątkami. Tak jest też póki co na początku czwartego sezonu. Szkoda świetnego Jacka Colemana w tej roli.

 

Niezbyt ciekawy jest wątek kolejnego świeżego startu Claire, tym razem na studiach. Za dużo na razie się tu nie dzieje. Może w relacji z postacią Gretchen wyniknie coś ciekawego. A na chwilę obecną to w historii Claire pojawiła się kolejna scena w której brak jakiejkolwiek logiki. Bohaterka chce zweryfikować czy jej współlokatorka naprawdę popełniła samobójstwo czy też została zamordowana. Dla sprawdzenia sama skacze z piętra na chodnik. Potem łamie sobie wszystkie kości a następnie powolutku składa się do kupy. Wtedy zostaje przyuważona przez Gretchen i jest tym faktem zdziwiona. Nie wiem jakim cudem ktokolwiek mógł przypuszczać, że taki numer nie zostanie przez nikogo spostrzeżony. Czyżby nocą życie w campusie studenckim całkowicie wymierało? Nikt nie wygląda przez okna na dwór, nikt nie udaje się na nocny spacer, nikt nie imprezuje? Naprawdę trzeba mieć do widzów trochę szacunku i nie kazać robić bohaterom rzeczy absurdalnych.

 

Kolejnym błędem jest zrobienie z postaci Tracy Strauss chorągiewki na wietrze. Bohaterka zakończyła poprzedni sezon i rozpoczęła obecny jako socjopatyczny mordercy by pod koniec odcinka stać się partnerem i jedynym przyjacielem Noah. To jest także częsty błąd w „Heroes”. Przerzucanie bohaterów między kategoriami zły i dobry. Tak bawili się min. z Sylarem, kiedy próbowano zrobić z niego postać pozytywną. Nie mam nic przeciwko dwuznaczności w bohaterach. Musi to być jednak realistyczne. A tu niestety nie jest.

 

Kolejny minus to antyklimatyczna śmierć Emile Danko. Zeljko Ivanek grający tę postać był jasnym punktem poprzedniego sezonu i zasłużył na lepszy send-off. Podobna sytuacja była z Adamem Monroe alias Takezo Kensei granym przez Davida Andersa w trzecim sezonie.

 

O wątku Petera nie można za wiele powiedzieć. Na razie nie dzieje się tu nic istotnego. Historia Hiro jest rozwojowa. Zobaczymy czy da się omamić Samuelowi. Nienajgorzej wypada Matt Parkman i Sylar siedzący mu w głowie. Wielu się zastanawiało jak Zachary Quinto powróci do serialu. Ten pomysł nie jest najgorszy. Na pewno lepszy niż wymyślenie sióstr bliźniaczek Niki i Tracy.

 

I na koniec duży minus w postaci ukrytej kryptoreklamy. Gretchen mówi, że widziała procedurą kryminalistyczną w serialu „Crossing Jordan”. Tim Kring twórca „Heroes” jest także autorem tego serialu. Nie ma to jak schlebić sobie samemu. Swoją drogą bohaterowie „Heroes” żyją w dziwnym świecie. Ponieważ okazuje się, że to „Crossing Jordan” a nie którykolwiek z  trzech „CSI” jest najpopularniejszym serialem o tematyce kryminalistycznej.

 

Podsumowując. Kilka rzeczy dobrych, kilka słabych, kilka średnich. Nadal jesteśmy daleko od sezonu pierwszego. Jednak ciekawość może budzić to jak Samuel zamierza skompletować Petera, Sylara i Claire. Jedna sprawa wydaje się być prosta. Chyba Gretchen jest agentką, która ma sprowadzić Claire. Za łatwo poszło to poznawanie się między bohaterkami. Tak jakby jedna miała w tym jakiś ukryty cel. Prawdopodobnie to też ona maczała palce w śmierci współlokatorki Claire. Pożyjemy i zobaczymy.

 

A wam jak się podobała premiera „Heroes”? Zimno czy ciepło?  

autor: Adam


Korzystasz z Facebook'a? Subskrybuj konto ShowTV i bądź na bieżąco!

Jesteś fanem seriali? Masz zacięcie pisarskie, a angielski nie jest Ci straszny? Napisz na info@showtv.pl i dołącz do nas!
SKOMENTUJ