Recenzja - Heroes 4x03, 4x04, 4x05

2009-10-18 00:14:17

Premiera czwartego sezonu „Heroes” nie napawała zbytnim optymizmem. Jednak kolejne trzy odcinki odwróciły znacznie postać rzeczy. Serial odzyskał poziom. Nie jest co prawda znakomity jednak w porównaniu do chociażby sezonu trzeciego mamy wiele ulepszeń. Wątki są bardziej spójne, a konkretne odcinki skupiają się tylko na kilku postaciach zamiast na wszystkich. Te elementy dały nam trzy solidne odcinki. Jest to miła odmiana, ponieważ ostatnio epizody były raz słabe, raz średnie lub okazjonalnie dobre. Więc teraz po kolei.

Sezon 4, Odcinek 3 – „Ink”

 

Na początek można powiedzieć kilka słów o wątku „Sylar w głowie Parkmana”. Prawdą jest, że ta historia wydaje się być nieco naciągana w stylu każdy sposób na umieszczenie Sylara w serialu jest dobry. Jednak jeśli odrzucić ten element gdzieś na tył swojej głowy to można się tym jednak delektować. Mi się przynajmniej udało. Oczywiście  każdy pewnie się spodziewał, że Sylar wcale nie zamierza pomóc Parkmanowi. Jednak wykonanie tych scen było pierwsza klasa. Duża w tym zasługa jak zwykle demonicznego i pokręconego Zacharego Quinto i zwłaszcza Grega Grunberga. Aktor świetnie wypadł w scenie kiedy zdaje sobie sprawę, że Sylar igrał sobie z nim od początku. Na jego twarzy widać totalne załamanie i kapitulację. Parkmanowi cały świat wali się na głowę. Obiecał sam sobie, że nie użyje już swojej mocy. Jednak na końcu robi coś wprost przeciwnego. Ciekawe jak ten wątek potoczy się dalej, ponieważ oglądanie Sylara zmuszającego Parkmana do złego było wciągające.

 

Historia Claire natomiast nie jest już na takim poziomie jak ta wspomniana wcześniej. Wszystko ograniczało się do zawiązanie więzi z Gretchen i ostatecznie wyjawienia jej prawdy o swoich zdolnościach. Bohaterka decyduje się działać z ludźmi według własnych reguł, a nie metodami jej ojca Noah.



 

Kolejny element za to jest już dużo lepszy. Chodzi bowiem o wprowadzenie nowego herosa - Emmy granej przez Deanne Bray. Tutaj punkty należą się min. za autentyzm bowiem aktorka sama jest głuchoniema. Twórcy nauczyli się na swoich błędach i zaczęli budować jej wątek powoli. Żeby widzowi zależało na bohaterze bądź bohaterce to musi się on z nią zapoznać. Na razie nic strasznie spektakularnego się z nią nie dzieje, ale właśnie o to chodzi. Poznajemy Emmę prywatnie. Min. to jak bardzo izoluje się od świata nosząc cały czas słuchawki. Dawno chyba nie wprowadzono do serialu bohatera tak prawdziwego i z ludzkimi problemami. Świetnie wypada w tej roli Bray. Wkłada pełnię emocji w każdy gest i mimikę, które pokazuje na ekranie. Wypada to perfekcyjnie. W trakcie odcinka Emma odkrywa, także swoją zdolność czyli widzenie dźwięków. Na razie ta moc jest dość enigmatyczna, ale prawdopodobnie później w sezonie znajdzie jakieś zastosowanie.

 

Na koniec perełka, czyli dalsze knowania Samuela, czarnego charakteru tego sezonu. W tym odcinku dowiadujemy się, że planuje on dołączyć Petera do swojego grona w miejsce zmarłego brata. Samuel jest zagubiony i czuje, że musi wypełnić grupę nowymi osobami by zapewnić jej przetrwanie i dać cel. Jego działania wobec Petera jak na razie maja na celu wybadanie jego charakteru. Po wyrazie twarzy Samuela należy wnioskować, że młodszy z braci Petrellich spełnił jego wymagania. Czego dokładnie będzie od niego chciał? Na to trzeba poczekać. Póki co zostawił Peter'owi prezent w postaci tatuażu kompasu na ręce. Wracając do samego Samuela i tego co sobą reprezentuje. Moim zdaniem wyrasta on w tej chwili na najlepszego złoczyńcę „Heroes”. Min. z powodów o których pisałem wcześniej. Samuel ma w sobie wyraźną dobrą stronę. Jest nią chęć zapewnienia dobrobytu i bezpieczeństwa swojej cyrkowej rodzinie. Nie jest on wyprutym z emocji komiksowym czarnym charakterem. Jego motywacje są ludzkie i zrozumiałe. To jednak nie oznacza, że nie postępuje on agresywnie. W finałowej scenie przychodzi do swojego starego domu rodzinnego. Na początku szczerze i uprzejmie przeprasza obecnych właścicieli za najście o tak późnej godzinie. Potem opowiada z autentycznym smutkiem o śmierci brata i grzecznie prosi o umożliwienie mu obejrzenia miejsca w którym dorastali. Właścicielka traktuje go jednak protekcjonalnie i mówi, że teraz to niemożliwe bo odbywa się przyjęcie. Wtedy podrażniony Samuel reaguje gwałtownie. Używa swojej mocy i sprawia, że ziemia  zapada się pod budynkiem. Czyli dalej Samuel jest zły, ale także bardzo ludzki. W każdym razie nie jest przerysowany ani papierowy. Takich postaci z krwi i kości trzeba jak najwięcej.

 
 

Sezon 4, Odcinek 4 – „Acceptance”

 

Ten odcinek jest gorszy od poprzedniego. Jednak jego słabe elementy mają przynajmniej obiecującą puentę. Chodzi tu o wątki Noah i Tracy. Bennet w tym odcinku przeżywa stan apatii, który przejawia się nic nie robieniem, jedzeniem płatków i chodzeniem do orientalnych restauracji. W końcu Caire składa mu wizytę i wyrywa go z letargu. Ostatecznie Noah ponownie włącza się do gry. Cały ten wątek wydawał mi się słaby i niespecjalnie przekonujący. Całe to zagubienie było wysilone. Poza tym te rozterki Noah były błahe. Siedzieć w domu czy wyjść z niego. Można było sobie tę historię darować. Grunt, że na końcu mamy powrót starego HRG. Zapewne w następnych odcinkach zobaczymy już Noah w akcji.

 

Jeśli chodzi o wątek Tracy. Pierwszy problem polega z tym, że nie jest ona dobrze nakreślona w serialu. Na razie jest to raczej papierowa postać. Wyjątkiem był odcinek „Cold Snap” w trzecim sezonie. Po drugie jak już wcześniej pisałem przerzucają ja zbyt luźno między kategoriami zły-dobry. W tym odcinku próbowano trochę to zmienić. Ostatecznie będzie chyba postacią pozytywną. Lepiej, żeby już tak zostało bo te wcześniejsze tasowanie nie było wiarygodne. W tym odcinku dodano jej, także trochę głębi - czyli nastawieniu się na pomaganie innym i rezygnacja z bycia lalką senatora. Ciekawym elementem jest fakt, iż Tracy najprawdopodobniej nie jest w stanie całkowicie kontrolować swojej mocy. Może fabularnie coś ciekawego z tego wyniknie.



 

Pozostałe dwa wątki są już za to bardzo ciekawe. Po pierwsze Sylar w skórze Nathana. Tutaj ta sama zasada jak przy wątku Sylar w głowie Parkamana. Naciągane, ale jeśli dać temu spokój, to da się oglądać. W premierze czwartego sezonu nie mogłem się jeszcze przekonać do końca. Za bardzo pamiętałem swoje odczucia przy finale trzeciego. W tym odcinku już tego problemu nie miałem. Podobnie było z wątkiem siódmego sezonu „24”. Kiedy to twórcy urządzili zmartwychwstanie Tony'ego Almeidy. Z początku myślałem co za absurd. Ale potem z czasem o tym zapomniałem i dało się to oglądać. A w końcówce sezonu zaserwowano widzom bardzo ciekawą zmianę w charakterze tej postaci. Może więc też tutaj uda się jakoś z tego wybrnąć i stworzyć coś wartościowego. To nie zmienia faktu, że i tak scenarzystom należy się mała nagana za sprokurowanie takiego stanu rzeczy. Więc teraz konkretnie o Sylarze/Nathanie w tym odcinku. Głównym motorem była Angela Petrelli. Znowu jej działanie przyniosło efekt odwrotny od zamierzonego. Przyniosła rzeczy Nathana z młodości. Jednak Sylar/Nathan ma zdolność do widzenia historii każdego przedmiotu. W ten sposób po dotknięciu czapki odkrywa, że w czasie jego studiów miał miejsce śmiertelny wypadek. Jego ówczesna dziewczyna Kelly uderzyła głowa o krawędź basenu i zmarła. Sylar/Nathan potem uświadamia sobie, że nie pamięta tego zdarzenia bo matka jak zwykle chciała decydować za niego i wyczyściła mu pamięć. Angela potem ukryła zwłoki i wymyśliła historię o ucieczce dziewczyny. Jednak Sylar/Nathan nie chce tak tego zostawić i konfrontuje się z Millie - matką Kelly - oraz wyznaje jej prawdę o śmierci córki. To się potem na nim odbija, ponieważ wynajmuje ona oprycha, który go porywa, ładuje mu kilka kulek w pierś i zakopuje w ziemi. Oczywiście jednak nic to nie daje bo Sylar/Nathan ma moc uleczania. Więc po pewnym czasie wychodzi z ziemi. Tylko tym razem nie jako Sylar/Nathan tylko jako Sylar.  Cały ten wątek został sprawnie zrobiony i co ważniejsze trzymał w napięciu. Plus należy się także kompozytorkom muzyki do serialu Lisie Coleman i Wendy Melvoin. Do tych scen stworzyły nowe kawałki muzyczne, które podkręcały napięcie. Przykładem są oględziny basenu przez Sylara/Nathana. Warto w tym wątku odnotować powrót Swoosie Kurtz jako Millie. Aktorka ta zapisała się niektórym widzom z rewelacyjnej roli w „Pushing Daisies”. Jej obecność nie jest tu przypadkowa. Scenarzystą tego odcinka jest Bryan Fuller, twórca właśnie tego wspomnianego zdanie wcześniej serialu. Na koniec odnośnie tego wątku warto zadać sobie pytanie jak teraz będzie wyglądała historia Sylara w głowie Parkmana oraz czy to jest definitywny koniec Adriana Pasdara w obsadzie „Heroes”.

 

Na koniec jest historia Hiro. Początkowo była ona czysto rozrywkowa. Jeden z pracowników jego firmy - Tadashi -  chciał popełnić samobójstwo, bo po pijaku skserował swój tyłek w biurze. Hiro cofa się w czasie i temu zapobiega. Jednak ów nieszczęśnik znów robi to samo i tak w kółko. Ostatecznie Hiro zamiast bezsensownie zmieniać przeszłość robi wykład Tadashiemu o wartości życia, które ma się tylko jedno i sugeruje mu zmianę zawodu oraz nie trzymanie tajemnic przed najbliższymi. Hiro sam potem postępuje według wygłoszonej przez siebie maksymy i zwierza się siostrze ze swojej śmiertelnej choroby. Jednak zaraz potem teleportuje się w niewiadome miejsce. Tu plusy należą się za humor w postaci wątku Tadashiego oraz za oczekiwane przeze mnie pochylenie się nad stanem Hiro. W premierze nie przypisywano należytej wagi do choroby bohatera. Rzucono nam informację - Hiro umiera. Jednak zaraz potem wszystko toczyło się tak jakby wcale nad tą postacią nie wisiał wyrok śmierci. Bohaterowie też jakoś nie specjalnie na to zareagowali. Tutaj zostało to naprawione.

 

Z drobnych wątków warto wspomnieć o narastającym konflikcie w trupie cyrkowej między Samuelem a Edgarem. Mają inne podejście co do planów dla „rodziny”. To będzie prawdopodobnie zalążek konfrontacji między tymi bohaterami.


 

Sezon 4, Odcinek 5 – “Hysterical Blindness”

 

Ten odcinek jest najlepszy jak do tej pory z całego sezonu czwartego. Poszczególne historie zaczynają się zazębiać i akcja nabiera rozpędu. Po pierwsze brawa należą się Zacharemu Qunito za zagranie w tym odcinku nie - Sylara. Bo tak to trzeba nazwać. Po postrzale cała jego pamięć się zresetowała. Teraz Sylar nie pamięta prawie nic. Quinto świetnie oddał strach, zdezorientowanie oraz łagodność bohatera. To sprawia, że jeszcze bardziej cenię jego wcześniejsze dokonania jako starego i demonicznego Sylara. Aktor samym wyrazem twarzy w tamtych odcinkach pokazywał bezwzględność i agresję. Tutaj mamy woltę o 180 stopni. W tym elemencie trzeba też wspomnieć o odkurzeniu Pogromcy Duchów Erniego Hudsona jako policjanta aresztującego Sylara. Plusem jest także świetna gra Christine Adams jako psychiatry starająca się pomóc Sylarowi. Aktorka kontynuuje tradycje obsadzania „Heroes” osobami z obsady „Pushing Daisies”. Dobrze mieć Bryana Fullera za przyjaciela. Ta historia może być rozwojowa i może dać nam nowego Sylara. Tylko tym razem wolałbym, żeby to już była stała nowa jakość. Bo póki co ta przemiana w przeciwieństwie do innych jak na razie mnie przekonuje. Sylar jest teraz jak Tabula Rasa - czysta karta. W finale bohater trafia do cyrku Samuela. Zapewne młodszy z braci Sullivanów będzie chciał zapełniać te czyste strony swoim tekstem. Zobaczymy jak się to rozwinie póki co nie mogę narzekać.

 

Inna część odcinka skupiała się na Claire i jej relacji ze współlokatorką. Ze wcześniejszych odcinków wnioskowałem, że Gretchen to nic dobrego. Za bardzo interesowała się Claire. Typowałem ją na szpiega Samuela. Jednak twórcy inteligentnie pograli sobie na nosie widzów. Ponieważ Gretchen zwyczajnie w świecie leci na Claire. Wszystkie jej podejrzane zachowania stały się teraz logiczne. Plus dla scenarzystów. No i mieliśmy ten hucznie zapowiadany przed premierą pocałunek lesbijski. Ale tak szczerze to nie trzeba było stosować takich tanich chwytów kiedy sama historia zaczyna mieć ręce i nogi. Ważniejsze jednak od wyznania Gretchen jest przedstawienie nam realnego szpiega obserwującego Claire. Jest nią studentka Rebecca, a zarazem jeden z członków rodziny cyrkowej. Bohaterka posiada zdolność stania się niewidzialną. I to ona stale ingerowała w życie Claire przez „popychanie”. Wypchnęła współlokatorkę Claire z okna, popchnęła książkę na laptop Gretchen oraz zepchnęła pręt  w kierunku Claire. Wszystko to zostaje widzom wyjawione w ciekawej retrospekcji. Może była ona trochę przydługa i za dużo używała scen poprzednich, ale jednak mogła się podobać. I ponownie trzeba będzie poczekać na to jak bardzo Rebecca posunie się w izolacji Claire i „pchnięciu” jej w ramiona trupy.



 

Co do Samuela. To nadal mamy tu kontynuację dobrego pomysłu na tę postać i całą grupę.

 

Bardzo dobrze wypada, także ostatni element tego odcinka - Emmy i Peter.  To, że ich losy się przetną było sugerowane już na samym początku. Przedstawione zostaje połączenie dwóch scen Petera i Emmy ze swoimi matkami. Na podstawie tych rozmów można wywnioskować, że mają podobne problemy prywatne. Potem Peter ratuje Emmę przed wypadkiem i oczywiście przejmuje jej moc. Teraz i on widzi dźwięk. Za to nie ma już szybkości. Peter uzmysławia to sobie w śmiesznej scenie w której próbuje się rozpędzić, ale nie daje rady. Towarzyszy temu wariacja głównego motywu muzycznego „Heroes” „Peter's Theme”, która tak samo jak bohater przyspiesza, a potem zwalnia.  W tej historii mamy też dawno nie widziane w „Heroes” momenty krzepiące serca jak obserwacja dźwięków śpiewających dzieci i wspólna gra na pianinie. Tu prawdopodobnie mamy początki wątku miłosnego. I to jest chyba pierwsza historia sercowa, która została zawiązana z klasą. Nie tak jak ci wcześniejsi chłopacy Claire lub Suresh i Maya oraz praktycznie wszystkie inne pary.  Ta relacja miedzy bohaterami na razie spełnia swoje zadanie. Pozwala też, że po raz pierwszy od sezonu pierwszego znowu Peter wydaje się być realną postacią, a nie płytkim papierowym bohaterem. Nadal w postaci Emmy doskonale spisuje się Deanne Bray. A na końcu dowiadujemy się, że Emma nie tylko widzi dźwięk, ale także jest w stanie fizycznie nim oddziaływać na rzeczywistość.

 

Na końcu wyskakuje jeszcze Hiro w mieszkaniu Petera. Pozostaje pytanie co się dzieje z mocą sympatycznego Japończyka i jego zdrowiem.


„Heroes” w tych trzech odcinkach był taki jak dawno nie był. Co najmniej solidny, a w przypadku ostatniego epizodu nawet bardzo dobry. Powody wymieniłem na początku. Przede wszystkim lepiej tasują postaciami. Dany odcinek skupia się na kilku bohaterach, a kolejny na zupełnie innych. Pozwala to lepiej rozwinąć te postaci i ich wątki w serialu. Widać twórcy biorą przykład z „Lost”, który słynie z tzw. centrycznych epizodów, poświeconych całkowicie na rozwinięcie tylko jednego bohatera. Podobny mechanizm był w innym zapomnianym serialu „Boomtown”. No, ale sam taki schemat nic nie pomoże jeśli jakość tekstu nie będzie też lepsza, a tu na szczęście jest. Póki co nie grożą nam chyba żadne kretyńskie i bezcelowe wątki takie jak wtedy gdy Mohinder został człowiekiem-muchą lub pająkiem czy czymkolwiek on tam u diabła był. Dla mnie widoczny jest wpływ Bryana Fullera, który w pierwszym sezonie był w sztabie scenarzystów a także piastował miano konsultanta - producenta. Potem odszedł on z „Heroes” by tworzyć „Pushing Daisies”. Serial został zdjęty z anteny, więc Fuller wrócił pod koniec trzeciego sezonu i jest do dzisiaj. Wydaje się trochę zbyt śmiałe powiedzenie, że świetność serialu zależy od jednego człowieka. Ale fakty są faktami. Jak jest Bryan Fuller w ekipie to serial ma solidny poziom. Warto też wspomnieć, że to spod pióra Fullera wyszedł tekst najlepszego moim zdaniem odcinka „Company Man”. Skupiał się on praktycznie tylko na Noah i dlatego pozwolił nam na takie związanie się z nim, które we mnie istnieje do dziś. Teraz serial wydaje się być ukierunkowany właśnie na takie tory.  Albo może też twórcy po prostu wzięli te wszystkie uwagi od krytyków i widzów do serca . Ale koniec końców dla mnie się to tak bardzo nie liczy. Powód nie jest ważny liczy się skutek. „Heroes” odzyskał werwę i to jest najważniejsze. Co prawda nie wszystko jest na najwyższy poziomie, ale znacznie lepiej niż kilka miesięcy temu. I z większą chęcią czekam teraz na kolejny odcinek. Gdyby można było jeszcze wymazać z pamięci te wszystkie słabe odcinki.

 

A jak wy uważacie? „Heroes” podwyższył poziom czy nadal jest słaby?

autor: Adam


Korzystasz z Facebook'a? Subskrybuj konto ShowTV i bądź na bieżąco!

Jesteś fanem seriali? Masz zacięcie pisarskie, a angielski nie jest Ci straszny? Napisz na info@showtv.pl i dołącz do nas!
SKOMENTUJ