Recenzja - "FlashForward" 1x03, 1x04

2009-10-22 15:22:32

W kolejnych dwóch odcinkach serialu zostają nam ujawnione nowe istotne fakty na temat zamroczenia. Co prawda nadal nie mamy klarownego obrazu. Twórcy nadal wolą budować tajemnicę niż ją rozwiązywać. Jednak pewne kształty zaczynają już być przez mgłę widoczne. Akcja z epizodu na epizod zaczyna nabierać rozpędu.

Sezon 1, Odcinek 3 – „137 Sekunden”


Ten odcinek skupiał się przede wszystkim na dwóch kwestiach. Po pierwsze jak daleko bohaterowie są w stanie się posunąć by zapobiec przyszłym zdarzeniem. A po drugie czy te wizje rzeczywiście mogą się spełnić. Pierwszy wątek przejawia się w historii nazistowskiego zbrodniarza wojennego Rudolfa Geyera (świetny łagodny, ale przebiegły Curt Lowens).  Twierdzi on, że wie dlaczego zamroczenie trwało dokładnie 217 sekund i zna także Marka Benforda. Zdradzi swoją tajemnice jeśli zostanie on uwolniony i przetransportowany do Stanów Zjednoczonych.  Mark i Janis mają moralny dylemat czy uwolnić masowego mordercę w zamian za informację, która może umożliwić wyjaśnienie wizji z przyszłości. Agentka Hawk jest przekonana, że są pewne granice, których nie można przekroczyć. Benford jest wierzy, że tę cenę warto zapłacić by zapobiec przyszłości. Geyer jak się potem okazuje wcale nie ma konkretnych informacji o zdarzeniu. Jedyne co dostarcza agentom to „morderstwo kruków”, czyli padanie tych ptaków w chwili zamroczenia. Początkowo wydaje się, że bohaterowie zostali oszukani. Tymczasem na końcu szukając schematu w działaniach odkrywają, że wcześniej w Somalii, także masowo padały kruki, a ludzie tracili przytomność. Potem w retrospekcji mamy potwierdzenie tego wydarzenia. We flashbacku mamy też bardzo intrygującą rzecz. Mianowicie widzimy tajemniczy kształt  na niebie.

 

Inna część epizodu skupiała się na Aaronie i jego desperackich próbach udowodnienia, że jego córka nadal żyje. By tego dokonać przeprowadza ekshumację szczątków za plecami swojej byłej żony. Jednak wynik badań nie jest po jego myśli. W grobie znajdują się szczątki jego córki. Co to oznacza dla flashforward. Czyżby nie wszystkie się sprawdzały? Bo chyba wersja z zafałszowaniem wyników DNA byłaby  już zbyt naciągana. W tym wątku trzeba wspomnieć o świetnej grze Briana F. O'Byrne'a w roli Aarona. Jest to postać z zewnątrz skupiona i spokojna jednak widać, że w środku się w nim gotuje. Można to zaobserwować zwłaszcza w scenach z byłą żoną (Kim Dickens).



 

Podobnie jest z historią agenta Demetri Noh. W tym epizodzie spotyka się on ze swoją dziewczyną Zoey (Gabrielle Union). Wyznaje ona mu, że widziała go w swojej wizji. Byli razem na plaży gdzie się właśnie pobierali. Tutaj podobny kazus jak z Aaronem. Co to oznacza dla flahforward'ów i ich prawdziwości. Może tutaj ktoś kłamie. W zaprezentowanej nam wizji widzimy Zoey, ale jednak nie Demetriego.  Może ona ma jakieś powody by kłamać. Zobaczymy.  Na pewno wiemy jeszcze mniej niż przedtem, ale to nie oznacza, że jest mniej interesująco. Z taką formuła trzeba kombinować. Jak już pisałem wcześniej trochę nudne i wtórne byłoby sprawdzanie się wszystkich wizji. Nie byłoby żadnych niespodzianek i wszystko byłoby z góry ustalone.

 

W tym odcinku zostaje nam przedstawiona nowa postać - żona szefa FBI Wedecka, Felicia ( weteranka seriali Gina Torres). W swojej wizji widzi ona nieznajomego chłopca dla którego będzie nową matką. Później na pogrzebie widzi właśnie jego. I na razie to tyle.

 

Z małych perełek jest jeszcze jak zawsze świetny Courtney B. Vance w roli Wedecka. Tutaj brawa należą mu się za scenę pogrzebu pracowników FBI. Vance świetnie wyważył tę scenę bez żadnego przerysowania. Była powaga podszyta delikatnym, ale szczerym smutkiem.

 

Jeszcze mały smaczek dla fanów „Prison Break”. W pierwszej scenie prezentującej w całej okazałości niemieckie więzienie, można w tle usłyszeć charakterystyczną muzykę, która wybrzmiewała często właśnie w tamtym serialu. Ten moment jest krótki, ale jak się wsłuchać to można go wychwycić. Ramin Djawadi prawdopodobnie mrugnął tu okiem do fanów swojej twórczości.

 

Sezon 1, Odcinek 4 – “Black Swan”


W tym odcinku mieliśmy już malutkie trzęsienie ziemi, które postawiło na głowie pewne przypuszczenia i oczekiwania wobec fabuły serialu. Ale o tym później. Recenzję trzeba zacząć od omówienia fantastycznej sceny początkowej gdzie mamy flashback zamroczenia. Widzimy pełno ludzi w parku a w tle pogrywa piosenka Bjork „It's Oh So Quiet”. Nagle kiedy piosenkarka wypowiada za drugim razem "Shhh" wszyscy padają jak muchy. Wyglądało to jak balet. Pełna synchronizacja. Potem jak wszyscy już spokojnie leżą w stanie zamroczenie, w tle widzimy różnego rodzaju wypadki komunikacyjne. Bardziej wnikliwi zauważyli też, że w chwili gdy autobus tonie w jeziorze na niebie błyska tajemniczy obiekt. Cały element wypadł pierwszorzędnie i cudownie groteskowo.

 

Wcześniejsza scena jest powiązana z pacjentem Dr Olivii Benford i  Bryce'a. Podczas leczenie między lekarzami dochodzi do konfrontacji na temat tego czy należy przywiązywać uwagę do wyznań chorego na temat swojej wizji. I czy należy na tej podstawie podejmować medyczne decyzje. Olivia nie przyjmuje do wiadomości, że te informacje mają znaczenie. Ostatecznie jednak na stole operacyjnym będzie musiała ustąpić Bryce'owi, by uratować pacjenta. Ten watek był przewidywalny, ale konieczny dla nastawienia bohaterki na nowe tory i nadaniu jej nowego spojrzenia. Minus należy się jednak za drewniane dialogi zaraz po operacji. Olivia mówi coś w stylu „Nie chciałam przyznać tej wizji racji, bo wtedy musiałabym przyznać swojej rację” itd.. Widzowie załapali to już na samym początku. Czasami myślę, że scenarzyści boją się, że jeśli jakaś myśl nie będzie zwerbalizowana to publiczność jej nie załapie. Odwagi. Po drugiej stronie ekranu są ludzie, którzy umieją czytać między wierszami lub wyłapać znaczenie z kontekstu. W tej części zostaje nam też ujawniony zalążek wizji Bryce'a. Jest nim jeszcze dla niego nieznana dziewczyna. Ciekawe kiedy zostanie przedstawiona nam geneza tego bohatera. Co takiego było w jego przeszłości, że chciał skończyć ze sobą. I co takiego widział, że odzyskał nadzieję.



 

Podobną zmianę jak Olivia przeszedł Demetri. W tym odcinku stara się on odrzucić na bok sprawę Somalii i zająć się typowymi sprawami FBI czyli terrorystami. Wierzy, że dzięki temu uda mu się zapobiec jego morderstwu. Ostatecznie jednak Mark przekonuje go, że to mozaika może go ocalić. W końcówce mamy też postanowienie głowy rodziny Benfordów, że dla rozwiązania tej sprawy trzeba naginać reguły. Na końcu postanawia wynająć hakera by wykraść dane na temat wydarzeń z Somalii od CIA.

 

Innym wątkiem jest ujawnienie wizji Nicole. Jest ona dla bohaterki bardzo przerażająca. Otóż w swoim flashforward widziała ona jak jest topiona przez nieznajomego mężczyznę. Podczas tej wizji czuła też, że ten czyn jest karą na którą zasługuje. Na razie nic więcej o tym nie wiemy. Ale ta historia jest rozwojowa. Nie wiemy dokładnie czy Nicole na pewno ginie czy nie. Ani jakie są okoliczności zdarzenia.

 

Ciekawi mnie też rola terrorystki Aldy. Czy wie ona coś na temat zamroczenie czy tylko zgrywa tajemniczą. Trzeba też odnotować preludium do wątku agenta Ala Gough, który w mozaice wpisuje Celia. Pewnie kolejna historia nieszczęśliwej miłości lub coś podobnego.

 

I na koniec najlepszy element epizodu. Wątek Lloyd Simcoe. Początkowo wyglądało na to, że będzie się on ograniczać tylko do pogodzenie ojca z autystycznym synem. W pierwszych scenach Lloyd nie daje sobie rady z dzieckiem. Potem idzie do domu swojej byłej żony. Widzi obrazek syna z podpisem moja rodzina, który przedstawia tylko matkę i dziecko. Bohater znajduje książkę o sztuczkach magicznych i później prezentuje kilka z  nich synowi. Więź między nimi powstaje. I myślałem, że to będzie wszystko. Typowa opowiastka o budzeniu się ojcowskich uczuć i budowaniu więzi rodzinnej. Nic czego wcześniej nie było. Bez żadnych rewelacji, mimo dobrej gry Davenporta. Tak jednak było do sceny końcowej kiedy do Lloyda dzwoni niejaki Simon i mówi mu, że oni „obaj są współodpowiedzialni za największą katastrofę w historii ludzkości”. Ten fakt daje serialowi dużego kopa. Przede wszystkim dlatego, że zmienia wątek Olivia-Lloyd z romantycznego na sensacyjny. Intryguje pytanie jakie role odgrywali lub będą odgrywać teraz bohaterowie w poszczególnych zdarzeniach? Zastanawiać może też fakt czy Lloyd w takim razie mówił prawdę o swoim flashforward, czy może kłamał. No i na sam koniec Dominic Monaghan jako Simon. Aktor wykonał, mimo krótkiej sceny, świetną robotę. Inny akcent, ton głosu, niż ten do którego nas przyzwyczaił. Był niemalże złowieszczy.


A jak wam podobały się nowe odcinki?

autor: Adam


Korzystasz z Facebook'a? Subskrybuj konto ShowTV i bądź na bieżąco!

Jesteś fanem seriali? Masz zacięcie pisarskie, a angielski nie jest Ci straszny? Napisz na info@showtv.pl i dołącz do nas!
SKOMENTUJ