"The Mentalist" - subiektywne spojrzenie recenzenta

2009-11-02 14:54:15

„The Mentalist” jest jednym z ostatnich hitów stacji CBS. Od początku emisji serial oglądają rzesze ludzi. Krytycy także byli bardzo przychylni dla tego dzieła. Przeważały w znacznej mierze opinie pozytywne. Może nie mówiły one o serialu genialnym, ale przynajmniej o bardzo dobrym. Wiele portali internetowych także wysoko ceniło hit CBS. Ja jednak muszę powiedzieć, że osobiście jestem nieco rozczarowany tym serialem. Dlaczego? O tym za chwilę.

Wadą „The Mentalist” jest oparcie go praktycznie na tylko jednym bohaterze. Ten serial powinien nazywać się Patrick Jane. Ta postać wypełnia w praktyce cały czas ekranowy. Pozostali bohaterowie jakoś niepostrzeżenie przenikają w tle. To Jane zawsze rozwiązuje zagadki kryminalne w odcinkach. Pozostali się tylko przyglądają. Nie mają poza tym wyboru. Jane przeważnie ukrywa rozwiązanie zagadki dla siebie. Tak naprawdę to niewiele można o bohaterach drugiego planu powiedzieć.


Szefem całej grupy jest Teresa Lisbon. Jedyne czego dowiedziałem się o niej przez cały sezon to tragedia z dzieciństwa ujawniona w trzecim odcinku „Red Tide”. Chodzi tu śmierć matki, która zginęła w wypadku samochodowym spowodowanym przez pijanego kierowcę. Po tym zdarzeniu Lisbon musiała mieszkać z braćmi i ojcem topiącym smutki w alkoholu. W serialu wypadło to jednak niespecjalnie dramatycznie i dość standardowo. Na początku mamy scenę w której Teresa przesłuchuje ojca zamordowanej córki, który także nie stroni od kieliszka. Bohaterka na ten widok robi smutne oczy potem przed innymi udaje, że się nic nie dzieje. Ja jednak oczami wyobraźni już widziałem fragment w którym zwierza się ona komuś z jakieś traumy. I tak się stało. Było to oczekiwane i co gorsza niezbyt sugestywne. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż potem, aż do końca sezonu chyba ani razu nie nawiązano do tej tematyki. Jest jakaś trauma bohatera. Coś o co można zahaczyć uwagę widza. Ale po chwili już tego nie ma i Lisbon jest jak nowo narodzona. Nie do końca przekonuje mnie, także sama charakterystyka i styl odtwarzania tej postaci. Nie jest ona mocno zarysowana. Słabo wypada na tle Jane'a i pozostałych. Te momenty sprzeciwu wobec zachowań głównego bohatera nie są przekonywujące. Lisbon nie jest silnym szefem, którego podwładni muszą się bać. Dla mnie raczej wygląda ona na zgorzkniałą, znudzoną i pasywną.  Nie wiem tylko czy to wina kreacji Robin Tunney czy może taki był zamysł scenarzystów. Może oto właśnie im chodziło. Stworzyć pasywną szefową. Coś chyba tutaj nie wypaliło. Tunney jako Lisbon nie wyróżnia się. Chociaż nie chcę być tu złośliwy. Nie mówię, że jest ona złą aktorką. W swoim repertuarze ma kilka ról w których się wykazała. Kreacja Lisbon jednak nie jest jedną z nich. Może jest to kwestia dobrego materiału, który daje szansę aktorowi. Gdy tego nie ma trudno jest o coś się chwycić i oprzeć na czymś swoją kreację. Z drugiej strony są aktorzy, którzy tworzą coś z niczego. Mają w sobie ten magnetyzm, który przyciąga widza nawet jak na ekranie ich bohaterowie pozornie nie robią nic. Ostatecznie to wydaje mi się, że Tunney bardziej leżą role wykolejeńców lub ludzi ułomnych. Nie czuje się chyba za dobrze w skórze Lisbon. Oglądałem niedawno Gag Reel z sezonu pierwszego. Tunney nie wyglądała w nim jak ktoś kto ma swoją rolę w małym palcu. Tu jest materiał do poprawy w sezonie drugim.

 

Postaci Wayne'a Rigsby'ego (Owain Yeoman) i Grace van Pelt (Amanda Righetti) można wrzucić do jednego worka. Ponieważ między tymi bohaterami istnieje wątek romantyczny, który przez cały sezon nie ruszył w ogóle do przodu. 23 odcinki to tylko aluzje, skryte spojrzenia i westchnienia. I nic więcej. Naprawdę wydaje mi się, że można było to chociaż ciut popchnąć. Bohaterowie na końcu sezonu są w praktyce w tym samym miejscu co na jego początku. O tych postaciach też bardzo mało wiemy. Mimo to są one wyraźniejsze od Lisbon. Rigsby ma posturę osiłka jednak na ekranie często zachowuje się nieporadnie, zwłaszcza w otoczeniu Grace. Ona z kolei jest naiwna, nieco sztywna i religijna co z kolei irytuje Jane'a. Nie są to bogate charakterystyki. Jednak jakoś udaje się aktorom sprzedać tych bohaterów. Nie są to wyżyny aktorskiego kunsztu, ale pochwały się należą. Prawdopodobnie w drugim sezonie rozwiną jakoś te postacie.

 

Najlepiej z całego zespołu, oczywiście poza głównym bohaterem, wypada agent Kimball Cho (Tim Kang). Co prawda także za dużo o nim nie wiadomo. Gdzieś tam w przelocie pojawiło się wyznanie, że w młodości był w poprawczaku oraz to, że funduje matce pobyt w spa. Niby nie za wiele jednak pozwala to już bohatera poznać lepiej. Dzięki takim drobnym rzeczom wiemy co on sobą reprezentuje. Pobyt w poprawczaku sugeruje trudne dzieciństwo, pełne popełnionych błędów. Czyli fakt bycia agentem FBI można traktować np. może jako odkupienie win lub coś podobnego. Fundowanie matce pobytu w spa wydaje się z pozoru nieistotne. Ale tak naprawdę wzbogaca bohatera bo pokazuje, że są w jego życiu osoby którym jest szczerze oddany. I już jest coś co może przykuć uwagę widza. Jakiś element w bohaterze który nas zaciekawia. Podoba mi się także styl zachowania Cho. Wszystko przyjmuje z kamienną twarzą. Pasuje ona do scen komediowych. Np. Cho z Rigsbym czekają w samochodzie przed domem podejrzanego. Rigsby pyta Cho: „Myślisz o tym co ja?”. Cho odpowiada z beznamiętną twarzą: „Nie”. Rigsby odpiera: „A skąd jesteś pewny?”. Cho (nadal z kamienną twarzą): „Bo ja myślałem dlaczego nie przespałem się z moją nauczycielką”. Mogłem co nieco pokręcić ten cytat, ale z grubsza jego esencję przedstawiłem. I właśnie to może się podobać w agencie Cho. Często jednym słowem lub miną wywołuje efekt komiczny. Ten element jego osobowości sprawdza się też świetnie w chwilach poważnych. Wtedy gdy przesłuchuje podejrzanych. Tam jego kamienna twarz wywołuje powagę kiedy analizuje i próbuje złamać potencjalnych morderców. Pochwały należą się Kangowi za stworzenie tej postaci. Nie jest łatwe zrobienie wrażenia kiedy robi się tak niewiele. Tutaj się udało. Agent Cho zawsze przyciąga uwagę. Oto przykład:

 
 

Małą gwiazdką serialu jest pojawiający się od czasu do czasu nadzorca oddziału Virgil Minelli, grany przez Gregory'ego Itzina. Aktor jest znany przede wszystkim z serialu „24” gdzie grał prezydenta Charlesa Logana. W Itzinie widać prawdziwą pasję. Zawsze kiedy go widzę na ekranie mam wrażenie, że granie przychodzi mu z dużą łatwością. Jest naturalny i autentyczny w każdym rodzaju sceny. Dziwi fakt, iż tak późno dano mu szansę na zabłyśnięcie. W „The Menatalist” co prawda nie ma za dużo do grania. Typowy szef, wspierający swoich podwładnych, ale też starający się trzymać ich w cuglach, żeby zbytnio nie zdenerwować „tych na górze”. Jednak Itzin naprawdę tchnął w ten schemat życie. Oby było go w tym serialu jak najwięcej.

 

Bezsprzeczną gwiazdą serialu jest oczywiście Patrick Jane. I jest to właściwie jedyna postać w serialu z kompletnym życiorysem i bogatą osobowością. Po pierwsze główny bohater ma przeszłość. I nie jest on wcale różowa. Tak naprawdę Jane to kawał drania. Dawniej pracował jako medium, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma przymiotów, które sobie przypisuje. Potrafił za to czytać ludzi, przewidywać ich intencję. To pozwalało mu przewidzieć czego klienci oczekują po rozmowie ze zmarłym krewnym. Cynicznie żerował na ludzkim nieszczęściu. W odcinku 16 – „Bloodshot” twórcy przedstawiają nam też wpadki Jane'a. W retrospekcji widzimy jak do bohatera przychodzi kobieta by skontaktować się ze zmarłą matką. Jane zakłada z góry, że zrobiła ona matce coś złego i dlatego chce z nią porozmawiać. Tacy klienci przeważają w jego profesji. Bohater po fałszywym transie mówi jej, że matka jej przebacza. Klientka się oburza bo powinno być odwrotnie. Za życia to matka była tą złą. Jane jednak nadal trzyma pozory prawdziwości seansu i mówi, że niektórzy nie zmieniają się nawet po śmierci. Klientka opuszcza bohatera zrozpaczona. Natomiast tytułowy mentalista zdegustowany wylewa kieliszek szampana do morza. Dobrze wie, że zrobił tej kobiecie świństwo i ma wyrzuty sumienia. Nie są one jednak na tyle duże by powstrzymać go od dalszej działalności.

 

Dzieje się tak dopiero po zamordowaniu jego żony i córki przez Czerwonego Johna. To zachowanie seryjnego mordercy było sprokurowane przez samego Jane'a. Główny bohater zakpił sobie bowiem z niego na antenie telewizji. Morderstwo było karą dla Jane'a. W drugim odcinku „Red Hair and Silver Tape” jest świetna scena, która obrazuje odczucia bohatera co do zdarzenia. Rozmawia on z młodym chłopcem, który chce zabić mordercę swojej siostry. Jane mówi mu, że kiedy go znajdzie to go nie zabije, ale sprawi, że gorzko on pożałuje. To jest gorsze od śmierci. Wszyscy umierają, ale tylko nieliczni naprawdę żałują złych rzeczy, które zrobili. Tak właśnie czuje się Jane. Szczerze żałuje tego co sprowadził na swoją rodzinę. Świadomość tego co zrobił jest gorsza od śmierci. Ten stan doprowadził wcześniej go do załamania nerwowego, które zostaje ujawnione w odcinku 10 – „Red Brick and Ivy”. Bohater bardzo tej karty w swojej historii się wstydzi. Zawsze udawało mu się kontrolować ludzi dookoła. Wtedy nie był w stanie kontrolować nawet siebie. Szkoda tylko, że w sumie tak niewiele było tych scen z pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Tylko, krótkie przebłyski. Można było to bardziej wzbogacić. Ale wiadomo ważniejszy był trup tygodnia. Przy wątku traumy Jane'a warto też przypomnieć odcinek 7 „Seeing Red”. W nim jasnowidzka zdradza Jane'owi odpowiedz na pytanie, które dręczy go od chwili śmierci jego rodziny: „Czy jego córka była przytomna kiedy została zamordowana?”. Odpowiedź brzmiała: „Nie”. Po tym wyznaniu Jane szlocha samotnie w pokoju przesłuchań:

 
 

Główny bohater po morderstwie ściślej związał się z policją. Oczywiście nie dla dobra społeczeństwa, tylko po to by osobiście zabić lub złapać Czerwonego Johna. Sprawy prowadzone przez niego są także szansa na udowodnienie jeszcze raz swojego geniuszu. W pilocie Jane mówi: „Lekarze. Mają się zawsze za najmądrzejszych. A przecież obaj wiemy, że to ja jestem najmądrzejszy.” Zawsze od głównego bohatera bije arogancja. Przy okazji świetnie się przy tym bawi. Czasami wygląda jak dziecko w piaskownicy, które zamiast zabawek dostało żywych ludzi. I z nimi może robić co się mu podoba. Cały trik polega na tym, że Jane jest czarujący i ujmujący. Dlatego często jego ofiary nie zdają sobie sprawy, że nimi manipuluje lub ich obraża. Dobrym przykładem na zachowanie Jane'a jest częste stosowanie hipnozy. Kolejny dowód na to, że nie szanuje ludzi i lubi ich drażnić. Oto przykład jednej z jego zabaw:

 
 

Jane ma jednak przebłyski dobroci. Np. gdy ukaja ból osób, które utraciły najbliższych. Rozumie ich cierpienie, więc umie z nimi rozmawiać. Kilka razy w pierwszy sezonie także przekazał łup pieniężny poszkodowanym. Pytanie tylko dlaczego on to robi. Z czystej dobroci serca, z chęci odkupienia win za swoje oszustwa jako medium. Może też chce sobie poprawić samoocenę. W stylu: „Jestem jeszcze wspanialszy niż myślałem. Oddaje pieniądze biednym.”

 

Najciekawszy Jane jest gdy pojawia się Czerwony John. Wtedy bohater zmienia się nie do poznania. Staje się bardziej agresywny i bezwzględny. Widać to w jego zachowaniu. Schwytanie Czerwonego Johna to jego cel. Dla niego żyje i dla niego może nawet zginąć.

 

Oklaski na stojąco należą się Simonowi Bakerowi za tę kreację. Po pierwsze dlatego, że nie przypomina on w życiu prywatnym Jane. Widziałem go w kilku wywiadach i jest on nieco nieśmiały. Tutaj natomiast jest jednym z najbardziej przemądrzałych ludzi na świecie. Po drugie Baker buduje tę rolę na małych szczegółach, które są widoczne. Tak jak np. wyraz jego twarzy gdy analizuje podejrzanego. Po jego oczach widać, że coś tam w jego głowie się dzieje. Plusem są także momenty gniewu gdy pojawia się Czerwony John. Baker pokazuje je nie gubiąc uroku i charakteru Jane'a. Nie staje się on nagle twardzielem. Nie jest przerysowany w swojej grze. Nie wrzeszczy ani się nie szamocze. Wszystko opiera na drobnych szczegółach - tonacja głosu, gest. Może Baker nie stworzył najlepszej kreacji w serialu telewizyjnym, ale na pewną jedną z najlepszych. Chociaż ja osobiście do szóstki nominowanych do Emmy bym go nie zaliczył. Ale w dziesiątce raczej jest.

 

Teraz fabuły odcinków. Tu jest też bolączka serialu. Za mało jest odcinków które bardziej angażują głównych bohaterów. Tylko 3 odcinki z obecnością Czerwonego Johna na 23 epizody to trochę za mało. Często więc trudno jest się wciągnąć w fabułę. Schemat jest z góry wiadomy. Na końcu Jane wszystko rozwiąże. Gościnne postacie nie są tak mocno zarysowane, żeby się nimi przejmować w większym stopniu. Większość odcinków oglądam bez napięcia. Wyjątkiem były odcinki z Czerwonym Johnem. Niespodzianką były dwa epizody. Wspomniany wcześniej 17 – „Bloodshot” oraz 21 - „Miss Red”. W pierwszym z nich udał się - czytaj zaskoczył mnie - zwrot akcji. Mężczyzna z którym Amanda chodziła okazał się być mordercą, szukającym zemsty na Jane'ie. W odcinku 21 mieliśmy lustrzane odbicie głównego bohatera w wersji kobiecej. Była to oszustka, która tak jak Jane bawiła się ludźmi. Inne epizody niespecjalnie zapisały mi się w pamięci. Były nieźle zrobione, miewały dobre kreacje aktorów gościnnych. Ale to jednak za mało by mnie całkowicie wciągnąć. Może miałem zbyt duże oczekiwania co do serialu. Myślałem, że zobaczę coś bardzo dobrego, a może nawet genialnego. A dostałem serial, który jeśli by oceniać całość pierwszego sezonu jest tylko niezły. Może serial podobałby mi się bardziej, gdybym zaczął oglądać go bez oczekiwań. Ale na to jest już za późno. Także wydaje mi się, że jak na mój gust to „The Mentalist” jest za bardzo cukierkowy i wygładzony. Inni może to łykają. Ja tylko w odpowiednich proporcjach.

 

Z tego co słyszałem to w drugim sezonie - już rozpoczętym - kilka błędów pierwszego sezonu ma zostać naprawionych np. będzie większe zaangażowanie pozostałych bohaterów poza Jane'em. Zobaczymy jeszcze jak to będzie wyglądać na końcu. Mam nadzieje, że dobrze. W końcu twórcą serialu jest Bruno Heller. Ten scenarzysta w ostatnim czasie rozpieszcza mnie dwoma sezonami pierwszorzędnego „Rome”. Maczał także palce przy świetnym „Touching Evil”. W wywiadach sam przyznał, że „The Mentalist” nie ma jeszcze takiego kształtu jaki powinien mieć. Obiecał poprawę. Trzymam go za słowo.

 
A jakie jest Wasze zdanie na temat tego serialu?

autor: Adam


Korzystasz z Facebook'a? Subskrybuj konto ShowTV i bądź na bieżąco!

Jesteś fanem seriali? Masz zacięcie pisarskie, a angielski nie jest Ci straszny? Napisz na info@showtv.pl i dołącz do nas!
SKOMENTUJ