"V" - Najgroźniejszą bronią jest oddanie

2009-11-04 22:03:22

Wczoraj mieliśmy premierę długo wyczekiwanego serialu „V”. Jak na razie robi wrażenie i jest obiecujący, mimo kilku wad. Oczywiście jest jeszcze za wcześnie, żeby rozstrzygać o jego całości. W końcu to tylko jeden epizod z wielu. Jednak póki co twórcom udało się przykuć uwagę widza w takim stopniu, że chce zobaczyć następny odcinek. Po kolei. (Uwaga! Tekst zawiera spoilery na temat fabuły odcinka)

Wszystko działo się bardzo szybko od pierwszej minuty. Już na samym początku mamy lądowanie kosmitów. Bez marnowania czasu. Od razu mamy serię efektów specjalnych przedstawiających przylot statku „Gości” w Nowym Jorku. Dodatkowo w trakcie zostają nam przedstawieni kluczowi bohaterowie tego serialu. Następnie kosmici w osobie Anny (Morena Baccarin) komunikują się z całą ludzkością. Mówią o tym jak to są szczęśliwi, że mogli znaleźć inne inteligentne formy życia w kosmosie. Zapewniają także o swoich jak najbardziej czystych intencjach. Chcą zawiązać z całą planetą ścisłe stosunki oparte na wymianie informacji i dóbr naturalnych. Oczywiście to bzdura. Gdyby to była prawda serial wyczerpałby się po dwóch odcinkach.


Potem mamy moment nieco gorszy w epizodzie. Środkowa część odcinka były jak na mój gust za bardzo upchana. Założenie twórców przerosło  ich możliwości w pozostałych trzydziestu paru minutach. Chcieli oni dać nieco informacji o bohaterach, a także pokazać reakcję społeczeństwa światowego na przybycie „Gości”. Niektórzy ludzie boją się kosmitów, inni ich wielbią. Za mało było czasu by to wszystko ładnie ułożyć z podwalinami. Epizod skakał po wszystkich bohaterach i wątkach nie pozwalając nam w pełni ich poznać. Nie ma na razie mocnego wprowadzenia postaci do serialu. Póki co mamy tylko szkic. A budowanie interesujących sylwetek jest w końcu kluczem do sukcesu. Bohater musi być ciekawy by widz się nim interesował. Tutaj na razie są skrawki. Prawdopodobnie w kolejnych odcinkach będzie to naprawione. Lepszy byłby moim zdaniem pilot dwugodzinny lub co najmniej 20 minut ekstra. Wtedy starczyłoby miejsca, żeby to wszystko z sensem pomieścić. No, ale jest jak jest. Najciekawsze z tego co widziałem są dwa portrety - agentki FBI Erici Evans (Elizabeth Mitchell) i księdza Jacka Landry'ego (Joel Gretsch). Pierwszy wątek jest co prawda bardzo schematyczny. Samotna matka, opuszczona przez męża, nie ma za dużo czasu dla syna i jest z nim skłócona. Mimo to Mitchell udaje się tchnąć w tę historię życie. Stara śpiewka, ale dobre wykonanie. Ciekawiej wypadł ksiądz Jack. Będzie on tu chyba wyrastał na kogoś w rodzaju sumienia serialu. On od początku był sceptyczny wobec ślepego podążania za „Gośćmi” i wielbieniem fałszywych proroków. Na razie za mało rozwinięty jest obraz Chada Deckera (Scott Wolf). Jest on reporterem, który przypadł do gustu kosmitom i został w pewnym sensie ich rzecznikiem prasowym. Mamy też parę Ryan Nichols (Morris Chestnut) i Valerie Holt (Lourdes Benedicto). Tu nie było nic ciekawego. Są parą i Ryan chce się jej oświadczyć. Ale nie znamy bohaterów jeszcze na tyle dobrze by to nas obchodziło. Zresztą podobnie jest we wszystkich przypadkach, ale tu na razie jest najbardziej powierzchownie. Przy postaci Ryana była tajemnica, która dopiero w finale uległa dużej wolcie. O tym jednak potem.



 

Jasnym punktem środkowej części jest sekwencja podróży na statek „Gości”. Mamy tam świetne zdjęcia i efekty specjalne. Towarzyszy temu pełna wzniosłości muzyka Normanda Corbeil. Bardzo dobrze to wszystko wypadło. Można było się wciągnąć.

 

Na końcu epizodu mamy gwałtowne przyspieszenie. Wtedy po raz pierwszy „Goście” pokazują swoje złe oblicze. Zaczyna się od sterowania przez Annę wywiadem udzielonym Chadowi. Potem jest tajemnicze spotkanie. Na nim Georgie (David Richmond-Peck) wyjawia zgromadzonym prawdę o kosmitach. Od lat planowali atak na ziemię. Wcale nie chcą pomóc ludziom i dzielić się swoją technologią. Tak naprawdę to byli tu już od dawna. Udawali ludzi i destabilizowali całe życie na planecie przez wojny, krachy gospodarcze i fanatyzm religijny. Na ziemi istnieją też uśpione komórki agentów „Gości”. Spotkanie zostaje przerwane przez atak kosmitów w ludzkich skórach. Wtedy też pojawia się Ryan. Myślałem, że na tym się skończy. Wparuje tam z niewiadomo skąd jak Superman i skopie kilka tyłków. Tak było do czasu. Na końcu jest bowiem bardzo intrygujący zwrot akcji. Ryan sam jest kosmitą. Jednak on jest buntownikiem i wcale nie chce niszczyć ziemi. A takich jak on jest więcej. Ten wątek doda energii fabule.

 

Pilot nie wypadł genialnie i bezbłędnie. Mocny start potem lekka zadyszka a na końcu świetny finisz. Jednak serial jest bardzo obiecujący, zwłaszcza po końcowej części. Z ciekawością można oczekiwać jak główni bohaterowie będą budować ruch oporu. Zobaczymy też czy ludzie nie zwrócą się przeciwko sobie. Bo jak już pisałem, niektórzy szczerze wielbią „Gości”. Przykładem jest syn Erici, który dołączył do społeczności propagującej dobre słowo od kosmitów. Ciekawe jest także to jak daleko Chad posunie się w współpracy z kosmitami dla dobra swojej kariery. Jest dużo elementów by zrobić z tego coś porządnego. Może będzie to nowy serial polityczno-wojenny na wzór „Battlestar Galactica”. I będą w nim najróżniejsze aluzje do wydarzeń współczesnych i przeszłych. Zobaczymy jeszcze jakich kształtów ten serial nabierze. W Pilocie nie było niczego czego nie dałoby się naprawić. Zostały jeszcze trzy odcinki przed dużą przerwą aż do marca przyszłego roku. Wtedy prawdopodobnie będziemy mieli obszerniejszy obraz „V”.



 

Na koniec mały plus dla fanów serialu „Firefly”. W obsadzie „V” mamy dwójkę aktorów z obsady tego serialu. Chodzi tu oczywiście o Morene Baccarin oraz Alana Tudyka, który grał w pilocie Dale’a Maddoxa, „Gościa” w skórze agenta FBI.  

 

Autor: Adam Lau

 

Marcin: Ode mnie również kilka słów. Wypada żałować, że ABC nie zdecydowała się zrobić dwugodzinnego pilota. Mam bardzo podobne odczucia co Adam. Scenarzyści mieli zbyt dużo wątków i zbyt mało czasu (45 minut) by wszystko upchnąć tak, aby utworzyło logiczną całość. W ten sposób zdecydowana większość pilota zdominowana jest przez chaos, niedociągnięcia zmuszające widza do domysłów i ogólnego przekonania, czy faktycznie dobrze rozumie każdy watek w serialu.

 

Przyznam szczerze, że wszystkimi informacjami jakie dostaliśmy w pilocie oraz cliffhangerami można byłoby obsadzić co najmniej 5-6 odcinków. Osobiście czuję się nieco przytłoczony i przesycony tym co zostało w pierwszym epizodzie powiedziane. Boję się, że scenarzystom może w dalszej części serialu zacząć brakować pomysłów przez co poziom „V” (wywindowany mimo wszystko bardzo wysoko) zacznie z dużą siłą spadać w dół. Do podobnego zdania wydaje się doszło ABC przez co zredukowało zdecydowanie liczbę epizodów pierwszego sezonu do zaledwie trzynastu. Mało tego, w tym roku obejrzymy tylko cztery odcinki. Reszta dopiero w marcu.

 

Zadaniem pilota jest przyciągnięcie jak największej ilości widzów. ABC spisała się znakomicie. Współczynnik 5.0 w przedziale 18-49 i pobicie „NCIS” na CBS jest wyjątkowym wyczynem. Pytanie tylko czy właśnie taka oglądalność będzie w stanie utrzymać się również za tydzień?

 

A Wy jakie macie zdanie na temat pilota „V”?


Korzystasz z Facebook'a? Subskrybuj konto ShowTV i bądź na bieżąco!

Jesteś fanem seriali? Masz zacięcie pisarskie, a angielski nie jest Ci straszny? Napisz na info@showtv.pl i dołącz do nas!
SKOMENTUJ