„Dexter Morgan - Głowa rodziny”

2009-11-07 21:54:06

Za nami już sześć odcinków nowego sezonu serialu o najbardziej popularnym seryjnym mordercy Ameryki. Dzieło stacji Showtime tradycyjnie trzyma klasę. Jak zwykle w Dexterze akcja rozwija się powoli, ale bardzo konsekwentnie i intrygująco. Twórcy tego serialu zawsze stawiają fundamenty zanim zaczną budować wieżowiec. To znacznie uwiarygodnia fabułę i postępowania bohaterów. A więc po kolei. (Uwaga! Tekst zawiera spoilery dotyczące fabuły odcinków)

Sezon 4, Odcinki 1 - 6


Już na samym początku sezonu mamy plus w postaci skrzyżowania dwóch scen. W jednej mamy Dextera, który udaje się by zaspokoić swoją pierwotną rządzę. W domyśle chodzi o przymus zabijania. Potem okazuje się, że chodzi o możliwość wyspania się kiedy dziecko w końcu nie będzie w nocy płakało. Te sceny są przeplatane z wprowadzeniem antagonisty sezonu czyli Trójkowego (John Lithgow). Na początku seryjny morderca zabija kobietę w wannie, według określonego rytuału. Potem mamy kolejny plus w postaci pewnego rodzaju remake'u wejściówki „Dextera”. W tej wersji bohater wszystko robi nie tak jak trzeba z powodu nie wyspania. Lepiej i ciekawiej nie można było zacząć tego sezonu. To co zwykle w „Dexterze” połączenie thrillera z czarną komedią.

 

Ten sezon skupia się na kilku kwestiach. Zacznę od tej najkrótszej i moim zdaniem najmniej ciekawej. Chodzi oczywiście o biurowy romans Porucznik Marii Laguerty i Angela Batisty. Skąd to się wzięło? Scenarzyści walnęli tym w widzów znienacka i bez żadnych podstaw. Wcześniej nie było oznak, że związek tych dwojga może przerodzić się w romans. Byli bardzo dobrymi przyjaciółmi, ale bez żadnych podtekstów. Poza tym Angel miał już zbudowany wątek romantyczny z policjantką z obyczajówki. Tamta historia z trzeciego sezonu była dużo bardziej obiecująca. I co ważniejsze była budowana stopniowo. Tutaj wydaje mi się, że scenarzyści po prostu nie mieli żadnego pomysłu dla tych bohaterów. Dlatego postanowili spiknąć ich razem. Aktorzy David Zayas i Lauren Velez robią co mogą. Ale mają za mało czasu by to w pełni sprzedać widzom. Poza tym motywacje bohaterów nie są do końca jasne. Niby to taka wielka miłość, ale jednak dość szybko to się zaczyna psuć. Kiedy Laguerta informuje zwierzchnictwo o romansie, Angel się denerwuje. Po pierwsze zrobiła to za jego plecami. Po drugie w jego mniemaniu wtedy ich związek zostaje ogłoszony jako permanentny. On wolałby, żeby to było po cichu i z furtką na ucieczkę. Potem jednak się godzą. Jednak kapitan Matthews (Geoffrey Pierson) dla dobra śledztw prowadzonych przez wydział decyduje się przenieść Angela. I od tego momentu mamy diabelski młyn. Bohaterowie wzajemnie starają się ratować w stylu: „Ja odejdę ty zostań. Nie, to ja odejdę a ty zostaniesz”. Ostatecznie oboje zostają, ale się rozstają. Cały ten zgiełk najlepiej skomentował Matthews: „Mam już trochę dość tego tam i z powrotem”. Naprawdę można było wymyślić coś ciekawszego dla bohaterów na te pierwsze sześć odcinków. Ale kto wie. Może w drugiej połowie ten wątek zaowocuje czymś lepszym i ciekawszym.



 

Z innych pobocznych wątków mamy detektywa Joeya Quinna (Desmond Harrington). Jest nim także jak w powyższym przypadku romans. Quinn poznaje bowiem dziennikarkę Christine Hill (Courtney Ford). Od początku wiadomo, że taka relacja nie może się dobrze skończyć. Quinn mówi dziennikarce to czego nie powinien. Dostaje za to po łapach. Jednak nie zrywa z Christine. Ma z kim spać i komu się wyżalić po całym dniu pracy. Ona natomiast wydaje się być zdecydowana by wycisnąć tę cytrynę do końca. Próbuje zorganizować wywiad z Debrą. Quinn się nie zgadza po jego partnerka za dużo ostatnio przeszła. Po twarzy Christine można się jednak spodziewać, że będzie nadal drążyć ten temat. Quinn zrobił także inną rzecz, która może wyjść mu bokiem. Ukradł pieniądze z miejsca zbrodni. Na jego nieszczęście widział to Dexter. Joey próbował potem zakumplować się z Dexterem, ale główny bohater ma inne rzeczy na głowie. Poza tym oczywiście nie jest specjalnie towarzyską osobą.  Joey nie uważa się za skorumpowanego glinę. Jego zdaniem te pieniądze mu się po prostu należą, za to co robi. Wyraźnie się unosi gdy Dexter nazywa go brudnym gliną. Tutaj palą się dwa lonty. Pytanie kiedy te bomby wybuchną i kogo zranią. Jest tutaj wiele możliwości, które ustanowią nowy status quo między bohaterami. Fajnie, że scenarzyści postanowili stworzyć dla Quinna wątek. W trzecim sezonie ten bohater przyciągał moja uwagę, mimo iż nie był centralną postacią fabuły. Quinn w kreacji Harrigtona jest twardy, zimny, nieco gburowaty. Łatwo go zdenerwować. W tym sezonie pokazano go jednak też z cieplejszej strony. Gdy Debra chce zeznać nieprawdę, Quinn jej to wyperswadował. Jego zdaniem nie warto, żeby szła tą drogą. Zobaczymy gdzie bohater wyląduje na końcu sezonu. Póki co jest rozwojowo i ciekawie.

 

Teraz Debra, która nadal w tym sezonie jest mistrzynią umartwiania się. Wszystko się ładnie układa z Antonem, więc coś jest nie tak. Nie ma rzeczy idealnych. Sytuacje komplikuje powrót agenta FBI Franka Lundy'ego (Keith Carradine) z którym była związana uczuciowo. Jak się potem okazuje w toku odcinków ten płomień nadal nie wygasł. I zaczyna się po raz kolejny. Tu mam jednak pewien problem. Ponieważ nigdy do końca jakoś nie byłem przekonany do związku miłosnego między Lundym a Debrą. Relacja mistrz - uczeń jak najbardziej. Ale chłopak i dziewczyna. Jakoś nie wydawało mi się to zbyt przekonywujące. Ale związek tych dwojga można wytłumaczyć tym, że uczeń często jest zafascynowany swoim mistrzem i łatwiej mu ulega. Drugim elementem mogło być fakt iż Frank Lundy był nieco podobny do Harry'ego. Tu się kłania od lat powtarzana opinia, że kobiety czasami wybierają sobie mężczyzn podobnych do swoich ojców. Te elementy tam jak najbardziej były. Jednak czegoś mi brakowało by tak do końca kupić ten związek i uwierzyć, że oboje kochają się ponad życie.



 

Ta sielanka dla Debry kończy się jednak szybko. Lundy zostaje zamordowany, a ona postrzelona. Prawdopodobnie przez Trójkowego. Ale całkowitej pewności nie ma bo strzelca nie widzieliśmy. Tu może być jeszcze jakieś zaskoczenie. Sama Debra przeżywa po tym zdarzeniu załamanie nerwowe. Obwinia się za wszystko. Śmierć Lundy'ego, zdradzenie Antona itd. Według niej ona jest zakałą rodziny, której przeznaczeniem jest zniszczenie wszystkiego co się da. Debra wyrzuca to wszystko z siebie podczas emocjonalnej rozmowy z Dexterem. Jennifer Carpenter znowu dostała solidny materiał do zagrania z którego świetnie się wywiązała. Tylko wydaje mi się, że trochę scenarzyści za bardzo pastwią się na postacią Debry. Wystarczy chyba już tych tragedii. Może pora dać jej trochę ukojenia. W końcu nie jest ona Hiobem. No, ale nie będę już narzekał. Ostatecznie to co jest w tej chwili można śmiało chwalić.

 

W tle jest jeszcze śledztwo Debry odnośnie potencjalnych romansów Harry'ego. Na pewnym etapie sezonu będzie pewnie jakiś przełom w tej sprawie.

 

Na koniec kilka słów o Lundym. Moim zdaniem szkoda, że nie będzie go już w serialu. „Dexter” ożywał kiedy Carradine pojawiał się na ekranie. Lundy był zawsze zdecydowany i przenikliwy, ale także potulny, spokojny i nieco ekscentryczny. Ta kombinacja mogła się bardzo podobać. Jak sam Dexter powiedział o nim w serialu: „Był godnym przeciwnikiem.”

 

Teraz kilka słów o Ricie (Julie Benz). Bohaterka znacznie stwardniała od początku serialu. Teraz nie waha się i jest bardziej zdecydowana. Mówi śmiało Dexterowi czego od niego wymaga. Nie bierze go już takim jakim jest. Teraz chce by zachowywał się jak prawdziwy mąż i był z nią szczery. Zawsze w tej roli podobała mi się Julie Benz. Jednak w tym sezonie jest coś co mi przeszkadza. Nie mam całkowitej pewności, ale wydaje mi się, że aktorka poddała się operacji plastycznej. Te kości policzkowe wyglądały nieco inaczej, kiedy widziałem je ostatnio. Nie wiem. Może tylko mi się wydaje. Ale koniec jest taki, że kiedy są sceny z Ritą to zastanawiam się czy nie zrobiła sobie operacji, zamiast podążać za akcją. Trochę ten inny wygląd Rity mnie rozprasza. Zwłaszcza, że nie pasuje do charakteru postaci. Rita jest raczej zalataną matką z trojgiem dzieci, a nie seksbombą.

 

No i teraz główny bohater Dexter. Ma on nie lada kłopoty. Zawalił rozprawę przez swoje zmęczenie i brak snu. Wkurzył tym prowadzącego sprawę Quinna. Potem próbując zadośćuczynienia, zawalił próbę porwania zabójcy, który wyszedł przez niego na wolność. To też się nie udało przez powyższe czynniki. Dexter zawodzi także po raz trzeci. Kiedy zasypia za kółkiem po powrocie z morderstwa. Nawet znajdujący się w jego umyśle Harry nie zdołał go uratować. Potem mamy gorączkowe i niezwykle ekscytujące poszukiwanie zwłok. Wszystko kończy się dla Dextera dobrze, ale są pierwsze oznaki tego, że posiadanie rodziny może znacznie utrudnić jego sekretne życie. Sam bohater powiedział, że stereotyp o samotnych seryjnych mordercach skądś się bierze. Ten dylemat będzie się prawdopodobnie przewijał przez cały sezon.



 

Dexter zdaje sobie jednak sprawę, że Rita i dzieci są mu naprawdę bliskie. Ma w stosunku do nich prawdziwe uczucia, które nie mają nic wspólnego z dogodną przykrywką męża z sąsiedztwa.  Dexter zdaje sobie z tego sprawę podczas konfrontacji z jedną z jego ofiar. Chodzi o policjantkę Zoey Kruger (znakomita Christina Cox), która zamordowała z zimną krwią swoje dziecko i męża, ponieważ ograniczali jej przestrzeń. Tytułowy bohater uświadamia sobie, że do czegoś takiego nigdy by nie dopuścił. Wolałby, żeby poznali prawdę o nim i jego zbrodniach. Dexter po raz pierwszy wyrabia w sobie szczere i autentyczne uczucia do osób z poza kręgu rodziny. Autentycznie kocha swoją żonę i dzieci. Jest tym wyznaniem nawet zdziwiony i zszokowany, ale też zarazem wzruszony. Jak zwykle klasą samą w sobie był Michael C. Hall w tej scenie. Jak zresztą w każdym innym momencie w tym serialu. Szkoda tylko, że Kruger nie zakotwiczyła się w serialu na troszkę dłużej. Bardzo podobała mi się ta zabawa w kotka i myszkę między nią a Dexterem. Tytułowy bohater rzadko ma poważnych oponentów jako ofiary. Zła do szpiku kości Kruger była jedną z nich. Cały ten wątek był świetnie zrealizowany i zagrany przez dwójkę aktorów.

 

W czwartym sezonie mamy też docieranie społeczne Dextera. Jak zwykle jednak przychodzi mu to z trudem. Małpuje ludzkie zachowania i to przeważnie w chwilach nieodpowiednich. Np. wpycha swoją pasierbicę do basenu nie rozumiejąc, że jest ona już za duża na takie zabawy. Sam z siebie nie jest za bardzo w stanie normalnie porozmawiać z drugim człowiekiem. Tak było np. w scenie gdy zastanawiał się o czym by tu porozmawiać z Rita: „O Trójkowym? Nie. Ale jestem głodny. Może o tym z nią porozmawiam.” To zawsze w tym serialu podobało mi się najbardziej. „Dexter” nie jest tylko pierwszorzędnym thrillerem lub filmem sensacyjnym. Dla mnie jest to przede wszystkim tragikomedia o socjopacie ,który próbuje zachowywać się jak człowiek i żyć z innymi ludźmi, mimo że prawie wcale ich nie rozumie. To wyróżnia ten serial.

 

Pod koniec piątego odcinka i w całym szóstym mamy natomiast początek jeszcze ciekawszej historii. Okazuje się bowiem, że Trójkowy a właściwie Arthur Mitchell jest głową rodziny tak samo jak Dexter. I udaje mu się to utrzymać mimo zabijania od 30 lat. Szczerze kocha swoją żonę i dwójkę dzieci. Udziela się w kościele i pracy charytatywnej. Jest na zewnątrz przykładnym obywatelem. Dexter jest wyraźnie zafascynowany swoim adwersarzem, któremu z łatwością udaje się robić to czego on dopiero się uczy. Całkowicie wtopić się w społeczeństwo. Arthur jednak ma swoją traumę. Jej dokładnych kształtów jeszcze nie znamy. Wiemy na razie tylko tyle, że zabijając odtwarza śmierci członków swojej rodziny. Pewnie potem dokładnie poznamy okoliczności tych zdarzeń i będziemy wiedzieć wtedy skąd wzięły się ściśle przestrzegane przez niego rytuały. Takie jak np. lusterko w wannie czy prysznic w ukropie. Bardzo podoba mi się w tej roli człowiek instytucja John Lithgow. Jego postać jest złowieszcza, ale też zarazem łagodna i przestraszona. Widać też, że Arthur nie kontroluje całkowicie swoich emocji. Tak jak w scenie gdy rzuca się na Dextera gdy ten dotyka urny z prochami jego siostry. 

 

Bardzo jestem ciekaw jak ta historia się potoczy. Z jednej strony Dexter poprzysiągł zabić Trójkowego, bo to on najprawdopodobniej postrzelił jego siostrę. Z drugiej strony główny bohater może się jeszcze od Arthura wiele nauczyć. Może on być dla niego w pewnym sensie nauczycielem. To od niego Dexter podłapał, że pamiątki z zabójstw można trzymać blisko domu. To pomogło mu zażegnać małą awanturę z Ritą o nadal wynajmowane mieszkanie. Zobaczymy jak to się będzie rozwijać.

 

Na koniec kilka słów o Harrym. Twórcy nadal kontynuują tradycję z trzeciego sezonu. Ojczym Dextera nie pojawia się już w retrospekcjach. Teraz manifestuje się jak podświadomość tytułowego bohatera. Dodaje to energii serialowi. Tak było zwłaszcza w scenie pościgu za Trójkowym oraz przy poszukiwaniu zaginionych zwłok. Każdy powód by świetny James Remar był nadal w serialu jest dobry. Nawet jeśli są to małe ilości.

 

No i teraz na ostateczne zakończenie postać Masuki (C.S. Lee), który jest niepoprawny jak zwykle. Jednak w tym sezonie udzielił rady sercowej Debrze na temat Lundy'ego.

 

Podsumowując. Pierwsza połowa czwartego sezonu prezentuje nam to do czego „Dexter” nas przyzwyczaił. Świetne aktorstwo, perfekcyjna realizacja. Może jest kilka niedociągnięć, ale to w ogólnym rozrachunku aż tak bardzo nie przeszkadza.

 

A jakie jest Wasze zdanie na temat czwartego sezonu „Dextera”?

autor: Adam Lau



Jesteś fanem seriali? Masz zacięcie pisarskie, a angielski nie jest Ci straszny? Napisz na info@showtv.pl i dołącz do nas!
SKOMENTUJ